Dane, których nie da się przenieść, są danymi utraconymi. W 2026 roku interoperacyjność przestała być postulatem technicznym: stała się obowiązkiem prawnym, terminem w kalendarzu i warunkiem, bez którego trzy miliardy złotych wydane na cyfryzację polskich szpitali zamienią się w trzy miliardy nowoczesnych wysp.
Jest taki moment w życiu każdego szpitala, którego nie widać w statystykach, a który mówi o systemie więcej niż niejeden raport. To chwila, w której pacjent trafia na izbę przyjęć w innym mieście niż to, w którym się leczy, a lekarz dyżurny — mając przed sobą człowieka, którego historia choroby istnieje, jest kompletna i została rzetelnie opisana — nie może jej odczytać. Nie dlatego, że dane zaginęły. Dane są. Leżą w repozytorium innego podmiotu, zapisane w innym formacie, opatrzone innym słownikiem pojęć, wystawione przez system, który z systemem dyżurnego nie umie rozmawiać. Między jednym a drugim rozpięty jest kabel, który niczego nie łączy. I właśnie w tym punkcie — nie w liczbie łóżek, nie w wysokości składki, nie w liczbie tomografów — ujawnia się prawdziwa nośność systemu ochrony zdrowia. Bo nośność to nie tylko zdolność do dźwigania ciężaru. To zdolność do przenoszenia go z miejsca na miejsce bez utraty. A informacja medyczna, której nie da się przenieść, jest informacją utraconą.
Ten artykuł jest o interoperacyjności i o certyfikacji systemów gromadzenia elektronicznej dokumentacji medycznej — czyli o czymś, co brzmi jak temat dla inżynierów, a jest w istocie tematem dla obywatela stojącego w drzwiach izby przyjęć. Jest o tym, że w 2026 roku Polska i cała Unia Europejska weszły w decydującą fazę budowy wspólnego języka danych zdrowotnych, a od tego, czy nauczymy się nim mówić, zależy bezpieczeństwo pacjenta, wydolność szpitali, koszt całego systemu i pozycja polskiego zdrowia w europejskiej sieci. Jest wreszcie o tym, że interoperacyjność przestała być postulatem technicznym, a stała się obowiązkiem prawnym, terminem w kalendarzu i warunkiem, bez którego kolejnych miliardów wydanych na cyfryzację nie da się przekuć w trwałą wartość.
Nośność, której nie widać, dopóki nie zawiedzie
W serii „Nośność systemu ochrony zdrowia” wielokrotnie wracamy do prostego rozróżnienia. Można pytać, ile system ma zasobów. Można też pytać, jak sprawnie te zasoby krążą. Pierwsze pytanie dotyczy pojemności, drugie — przepustowości. Interoperacyjność to czysta dźwignia efektywności: nie dokłada ani jednego łóżka, ani jednego lekarza, ani jednej złotówki do składki, a mimo to potrafi radykalnie zwiększyć to, co system realnie udźwignie. Dokładnie tak samo jak most, który dzięki lepszej konstrukcji przenosi większy ruch bez dobudowywania nowych przęseł.
Dane zdrowotne, które nie płyną, są jak woda w zamkniętych zbiornikach ustawionych obok siebie. Każdy zbiornik pełny, a ogród usycha. Pacjent onkologiczny, którego opisy badań obrazowych trzeba wykonać powtórnie, bo poprzednich nie da się odczytać w nowym ośrodku, obciąża pracownię tomografii, kolejkę, budżet i własny organizm — podwójną dawką promieniowania i tygodniami zwłoki. Lekarz, który zamiast czytać, przepisuje ręcznie wyniki z wydruku, traci czas, którego w systemie brakuje najbardziej. Płatnik, który finansuje to samo badanie dwa razy, płaci za nieszczelność. Suma tych pojedynczych strat jest ogromna, ale rozproszona, więc niewidoczna — dopóki most nie zaczyna się uginać.
Skala problemu w Polsce jest realna i dobrze rozpoznana przez samą branżę. Kręgosłupem krajowego systemu jest platforma P1, prowadzona przez Centrum e‑Zdrowia — infrastruktura o skali, której nie sposób lekceważyć. A mimo tej skali wymiana pełnej dokumentacji między szpitalami wciąż napotyka na barierę niekompatybilnych systemów. Lekarze pracujący w kilku placówkach logują się do kilku różnych platform, poruszają się po różnych interfejsach, spotykają różne standardy zapisu tego samego faktu klinicznego. To nie jest awaria pojedynczego dostawcy. To strukturalna cecha rynku, na którym przez lata każdy budował własną, zamkniętą twierdzę.
Zamknięta twierdza i jej cena
Zjawisko, o którym mowa, ma swoją nazwę: uzależnienie od dostawcy, w żargonie — vendor lock‑in. Placówka kupuje system szpitalny, wprowadza do niego lata pracy, dane, przyzwyczajenia personelu, a potem odkrywa, że wyjście z niego kosztuje tak dużo, iż praktycznie nie ma wyjścia. Migracja danych do konkurencyjnego rozwiązania bywa droższa niż trwanie przy dotychczasowym, nawet jeśli to dotychczasowe jest kosztowne, powolne i słabo współpracuje z otoczeniem. Zamknięte, autorskie środowiska tworzone przez producentów są ślepą uliczką, która drastycznie komplikuje i podnosi koszt każdego przyszłego rozwoju technologicznego placówki.
Cena tego zamknięcia nie obciąża jednak wyłącznie budżetu szpitala. Płaci ją cały system, bo lock‑in jednego podmiotu przekłada się na nieszczelność sieci. Płaci ją pacjent, którego dane nie mogą swobodnie podążyć za nim, gdy on sam podąża za leczeniem. I płaci ją państwo, które finansuje kolejne fale inwestycji cyfrowych, ale nie odzyskuje z nich pełnej wartości, dopóki wyspy pozostają wyspami.
To jest właśnie punkt, w którym problem techniczny staje się problemem polityki publicznej: rynek pozostawiony sam sobie nie rozwiązuje interoperacyjności, ponieważ pojedynczemu dostawcy zamknięcie klienta się opłaca. Otwartość jest dobrem wspólnym, a dóbr wspólnych nie dostarcza się bez reguły. Regułę tę — po latach dobrowolnych zaleceń, które nie wystarczyły — ustanawia dziś prawo europejskie.
Koszt zamknięcia
- Migracja danych droższa niż trwanie przy systemie, który już nie służy.
- Każda integracja wyceniana indywidualnie przez jedynego możliwego wykonawcę.
- Negocjacje cenowe bez realnej alternatywy — czyli bez negocjacji.
- Rozwój placówki ograniczony do tego, co przewidział jeden producent.
- Badania powtarzane, bo poprzednich nie da się odczytać.
- Publiczna inwestycja zamieniona w wyspę zamiast w węzeł sieci.
Zysk otwartości
- Koszt zmiany dostawcy przestaje być barierą wejścia dla konkurencji.
- Konkurencja przenosi się z pułapek migracyjnych na jakość i cenę.
- Jeden format wymiany zamiast osobnej integracji z każdym sąsiadem.
- Decyzja zakupowa oparta na oznakowaniu, nie na obietnicy handlowca.
- Producent zyskuje dostęp do rynków wszystkich państw członkowskich.
- Płatnik przestaje finansować to samo świadczenie dwa razy.
Rok, w którym reguła stała się prawem
26 marca 2025 roku weszło w życie rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2025/327 z 11 lutego 2025 r. ustanawiające Europejską Przestrzeń Danych Zdrowotnych — w skrócie EHDS, od angielskiego European Health Data Space; opublikowano je w Dzienniku Urzędowym UE 5 marca 2025 r.2 To pierwszy w historii Unii wspólny akt prawny regulujący zarówno pierwotne, jak i wtórne wykorzystanie oraz wymianę elektronicznych danych zdrowotnych, a zarazem pierwsza europejska „przestrzeń danych” poświęcona jednemu sektorowi. Rozporządzenie zaczyna obowiązywać etapami: data ogólnego stosowania przypada na 26 marca 2027 roku, a kolejne wielkie kamienie milowe następują 26 marca 2029, 26 marca 2031 i 26 marca 2035 roku. To nie jest miękki dokument programowy. To szczegółowa rama prawno‑techniczna, która nabiera mocy przez kolejno wdrażane obowiązki instytucjonalne, operacyjne i produktowe.
Dla zrozumienia, dlaczego akurat teraz interoperacyjność przestała być tematem konferencyjnym, a stała się tematem zarządu każdego szpitala i każdego producenta oprogramowania, trzeba dostrzec trzy nurty, na które rozkłada się EHDS. Pierwszy to wykorzystanie pierwotne: prawo obywatela do dostępu, kontroli i transgranicznej wymiany własnych danych zdrowotnych przez wspólną infrastrukturę europejską. Drugi to wykorzystanie wtórne: uporządkowany, ściśle kontrolowany tryb udostępniania danych do badań naukowych, innowacji, kształtowania polityk i działań regulacyjnych. Trzeci — i to on jest właściwym bohaterem tego tekstu — to regulacja samych systemów gromadzenia elektronicznej dokumentacji medycznej, systemów EHR, wraz z nałożonymi na nie obowiązkami interoperacyjności i zgodności. Te trzy nurty nie dotyczą tych samych podmiotów w ten sam sposób. Dlatego tak ważne jest wczesne rozpoznanie, kto w tej układance jest kim.
Warto od razu odsunąć pokusę odkładania. Analiza przygotowana w 2026 roku przez prawników międzynarodowej kancelarii Kennedys — jednej z tych, które doradzają sektorowi w dostosowaniu do EHDS — stawia rzecz jednoznacznie: okres przejściowy należy traktować jako czas wdrożenia, a nie jako powód do zwłoki.3 Podmiot, który zaczeka z analizą do 2029 roku, zostawi sobie zbyt mało czasu na przebudowę produktów, rozmowy z dostawcami, prace nad interoperacyjnością i wewnętrzny podział odpowiedzialności. To jest twardy, praktyczny wniosek dla polskiego dyrektora szpitala i polskiego producenta systemu równie mocno, jak dla ich odpowiedników w Niderlandach czy Hiszpanii.
Kto jest kim w układance EHDS
Rozporządzenie nie zna jednego adresata. Zna role — a od roli zależy, które obowiązki i które terminy wiążą konkretny podmiot. Pomyłka w tym miejscu jest kosztowna, ponieważ prowadzi albo do przygotowań do zgodności, której się nie wymaga, albo — częściej — do spokojnego przeoczenia tej, która wiąże. Poniższe trzy role wyczerpują typową sytuację polskiego rynku.
Producent oprogramowania, które przechowuje, pośredniczy, eksportuje, importuje, konwertuje, edytuje lub wyświetla dane z priorytetowych kategorii. Na nim spoczywa ciężar zharmonizowanych komponentów, dokumentacji technicznej, deklaracji zgodności, znaku CE i wpisu do unijnej bazy.
Szpital, przychodnia, pracownia. Nie certyfikuje systemu, ale odpowiada za to, że posługuje się systemem zdolnym zrealizować prawa pacjenta: udostępnić dane w formacie europejskim i wykazać dzienniki dostępu. Odpowiedzialność przenosi się na umowę z dostawcą.
Podmiot udostępniający dane do wykorzystania wtórnego oraz ten, który o dostęp wnioskuje. Reżim odrębny: zezwolenie organu dostępu, bezpieczne środowisko przetwarzania, zakaz ponownej identyfikacji. Ten sam szpital bywa jednocześnie rolą II i rolą III.
Co dokładnie oznacza certyfikacja systemu EHR
Sercem produktowej części EHDS jest obowiązek, by na rynek trafiały wyłącznie takie systemy gromadzenia dokumentacji, które potrafią rozmawiać z innymi. Komisja Europejska tłumaczy logikę tego rozwiązania w sposób, który warto przełożyć na język korzyści: interoperacyjność jest kluczem, bo placówki mogą efektywnie współpracować tylko wtedy, gdy ich systemy są kompatybilne. Nakładając nowe obowiązki na producentów, prawo doprowadza do sytuacji, w której na rynku dostępne są jedynie systemy zdolne do wymiany danych — a to upraszcza życie każdemu, kto z takiego systemu korzysta.1
Konkret jest następujący. Producent musi zapewnić, że jego produkt spełnia zasadnicze wymagania określone w załączniku II do rozporządzenia oraz we wspólnych specyfikacjach. Musi wyposażyć system w dwa zharmonizowane komponenty: komponent interoperacyjności, który daje zdolność importu i eksportu danych w europejskim formacie wymiany elektronicznej dokumentacji medycznej, oraz komponent rejestrujący, który generuje dzienniki dostępu. Musi przetestować te komponenty przed wprowadzeniem produktu do obrotu i umieścić wyniki w dokumentacji technicznej. Musi sporządzić deklarację zgodności UE, oznakować produkt znakiem CE, wpisać wymagane dane do unijnej bazy rejestracji systemów EHR i utrzymywać kanały reklamacji oraz obowiązek wycofania produktów niezgodnych. Aby to wszystko było wykonalne, państwa członkowskie utworzą europejskie cyfrowe środowiska testowe, w których producent zautomatyzowanym narzędziem sprawdzi, czy zharmonizowane komponenty jego systemu są zgodne z rozporządzeniem.1
Znak CE na systemie dokumentacji medycznej — dotąd kojarzony z wyrobami, nie z oprogramowaniem szpitalnym — to symboliczny skrót całej zmiany. Zaczyna oznaczać, że dany system pozwala placówce realnie wywiązać się z praw pacjenta wynikających z EHDS: udostępnić dane w europejskim formacie i zapewnić dostępność dzienników dostępu. Dla dyrektora szpitala jest to bezcenne uproszczenie decyzji zakupowej. Zamiast wierzyć obietnicom „naszej najlepszej integracji”, będzie mógł spojrzeć na obiektywne oznakowanie i wiedzieć, że kupowany system nie zamknie go w kolejnej twierdzy. Trzeba jednak uczciwie dodać, że odroczenie terminów nie jest powodem do odetchnięcia, lecz do rozpoczęcia prac.
Otwartość nie jest cechą oprogramowania. Jest cechą ustroju, w którym to oprogramowanie ma pracować — i dlatego nie da się jej kupić, można ją tylko ustanowić.
Nośność systemu ochrony zdrowia, teza 48Wspólny język: format, którym mówi cała Europa
Interoperacyjność bez wspólnego języka jest sloganem. Tym językiem ma być europejski format wymiany elektronicznej dokumentacji medycznej, w skrócie EEHRxF, od angielskiego European Electronic Health Record Exchange Format. To znormalizowany, czytelny maszynowo format, który obejmuje trzy warstwy: zharmonizowane zbiory danych definiujące struktury zapisu treści klinicznej, systemy kodowania i słowniki wartości zapewniające spójność znaczeń oraz specyfikacje techniczne interoperacyjności.4 Bez tej trzeciej warstwy dwa systemy mogą wymieniać pliki i nadal się nie rozumieć — tak jak dwoje ludzi, którzy wymieniają listy pisane różnymi alfabetami.
Kalendarz jest tu równie konkretny co reszta EHDS. Do 26 marca 2027 roku Komisja Europejska ma przyjąć kluczowe akty wykonawcze ze szczegółowymi specyfikacjami technicznymi formatu. Od 26 marca 2029 roku państwa członkowskie mają zapewnić transgraniczną wymianę pierwszej grupy priorytetowych kategorii danych: kart pacjenta oraz e‑recept i e‑realizacji recept. Od 26 marca 2031 roku dołączają badania obrazowe, wyniki laboratoryjne i wypisy ze szpitala.2
Warto w tym miejscu docenić rzecz, o której w polskiej debacie mówi się zbyt rzadko: część tego języka mówimy już od lat. Polska Implementacja Krajowa standardu HL7 CDA, opracowana przez Centrum e‑Zdrowia we współpracy z ekspertami branżowymi, od dawna nadaje dokumentom medycznym ujednoliconą, prawnie wiążącą postać — dokumenty generowane w tym standardzie mają taką samą wartość prawną jak papierowe.7 To fundament, na którym można budować dalej, ku nowocześniejszym profilom wymiany. Interoperacyjność nie zaczyna się więc w Polsce od zera; zaczyna się od dojrzewającej podstawy, którą trzeba domknąć i zestroić z formatem europejskim.
Polska już to robi — i już to sprawdziła
Najlepszym dowodem, że mówimy o rzeczywistości, a nie o projekcie na papierze, jest praktyka ostatnich miesięcy. Od 27 października do 28 listopada 2025 roku Centrum e‑Zdrowia wzięło udział w oficjalnej, transgranicznej przedprodukcyjnej sesji testowej Skróconej Karty Zdrowia Pacjenta — Patient Summary. W ciągu pięciu tygodni Polska przetestowała proces zarówno w roli kraju wystawiającego dokument polskiego pacjenta, jak i kraju odbierającego kartę pacjenta zagranicznego. W roli wystawiającej Polska wymieniła dane z pięcioma państwami — Cyprem, Maltą, Niderlandami, Norwegią i Szwecją — a w roli odbierającej z Cyprem i Maltą.5
To jest konkret, który mówi więcej niż deklaracje. Polska Skrócona Karta Zdrowia Pacjenta powstaje zgodnie z wymaganiami sieci MyHealth@EU i wpisuje się w szerszą strategię EHDS. Zawiera to, co ratuje życie, gdy pacjent trafia do lekarza z dala od domu: alergie, aktualnie przyjmowane leki, rozpoznania, przebyte procedury, wszczepione wyroby, grupę krwi. Lekarz w innym kraju Unii może w kilka chwil zapoznać się z historią zdrowia człowieka, którego widzi pierwszy raz w życiu — co oznacza trafniejsze decyzje, uniknięte błędy, pokonaną barierę językową, brak konieczności powtarzania badań i szybsze działanie w nagłych przypadkach. Polska, która transgraniczną e‑receptę wdrożyła już w 2022 roku, buduje na sprawdzonym fundamencie. To jest właśnie ten moment, w którym „co Polska oferuje światu” i „co świat oferuje Polsce” spotykają się w jednym gnieździe: nasza infrastruktura wystawia dane naszych obywateli za granicą i przyjmuje dane obywateli innych państw u nas.
Miliardy, które muszą się zazębić
I tu dochodzimy do sprawy, która czyni ten temat wyjątkowo aktualnym akurat teraz, we wrześniu 2026 roku. Polskie szpitale przeszły właśnie przez największą w historii falę inwestycji cyfrowych finansowanych z Krajowego Planu Odbudowy. W ramach inwestycji D1.1.2 — „Przyspieszenie procesów transformacji cyfrowej ochrony zdrowia” — Ministerstwo Zdrowia przeznaczyło na nabór konkurencyjny kwotę 3 131 000 000 złotych, z dofinansowaniem sięgającym stu procent kosztów kwalifikowalnych ze środków KPO. Pieniądze te płynęły na integrację z centralnym repozytorium danych medycznych, cyfryzację dokumentacji wypisowej, rozbudowę i integrację szpitalnych systemów informatycznych oraz podniesienie poziomu cyberbezpieczeństwa. Podstawowy termin zakończenia projektów wyznaczono na 31 maja 2026 roku, z możliwością przedłużenia realizacji do 15 lipca, a w skrajnym wypadku do 7 sierpnia 2026 roku, przy kwalifikowalności wydatków — dla umów aneksowanych — sięgającej 31 sierpnia 2026 roku.6
To znaczy, że w chwili, gdy powstaje ten tekst, kurz po największej fali cyfryzacji dopiero opada, a rozliczenia dobiegają końca. I właśnie dlatego pytanie o interoperacyjność jest dziś pytaniem o zwrot z tej inwestycji. Trzy miliardy złotych wydane na systemy, które nie potrafią się ze sobą porozumieć, dałyby trzy miliardy nowoczesnych wysp. Te same pieniądze wydane na systemy zgodne ze wspólnym formatem i standardami wymiany dają sieć. Różnica nie jest kosmetyczna — to różnica między pojemnością a przepustowością, między posiadaniem zasobów a zdolnością ich wykorzystania. Dobra wiadomość jest taka, że kierunek został obrany właściwie: w dokumentacji naboru potwierdzono, że centralne repozytorium danych medycznych funkcjonuje w oparciu o uznane standardy interoperacyjności, takie jak profil IHE XDS.b — a nie o rozwiązanie autorskie.6 To decyzja, która chroni publiczne pieniądze przed rozproszeniem w kolejnych zamkniętych twierdzach.
| Wymiar | Ścieżka zamkniętej twierdzy | Ścieżka otwartej sieci |
|---|---|---|
| Zakup | Decyzja oparta na obietnicy integracji, weryfikowalnej dopiero po wdrożeniu. | Decyzja oparta na oznakowaniu CE i wpisie w unijnej bazie rejestracji. |
| Umowa | Zgodność ze standardami wymiany poza przedmiotem umowy; koszt dostosowań po stronie szpitala. | Zgodność jako zobowiązanie umowne dostawcy wraz z odpowiedzialnością za koszt dostosowań. |
| Migracja | Koszt wyjścia porównywalny z kosztem wdrożenia — czyli brak realnego wyjścia. | Eksport w formacie europejskim jako funkcja produktu, nie jako usługa dodatkowa. |
| Pacjent | Badanie powtarzane, wywiad odtwarzany, dokumentacja wożona w teczce. | Dane podążają za pacjentem; dziennik dostępu pokazuje, kto do nich sięgnął. |
| Płatnik | Finansowanie tego samego świadczenia więcej niż raz. | Szczelność rozliczeń i dane porównywalne między ośrodkami. |
| Rozliczenie inwestycji | Trzy miliardy nowoczesnych wysp. | Trzy miliardy węzłów jednej sieci. |
Tarcza dla obywatela
Za całą tą architekturą prawną i techniczną stoi jeden człowiek: pacjent. Interoperacyjność jest w istocie cichą tarczą, którą rozpina się nad obywatelem, zanim jeszcze będzie jej potrzebował. Działa wtedy, gdy ratownik na drugim końcu kraju w kilka sekund odczyta, że pacjent jest uczulony na konkretny lek, i nie poda mu środka, który mógłby zabić. Działa wtedy, gdy chory na chorobę przewlekłą wyjeżdża na wakacje do innego państwa Unii i nie musi wozić ze sobą teczki wydruków, bo jego karta pacjenta jest dostępna dla lekarza, którego spotka. Działa wtedy, gdy onkolog w nowym ośrodku otwiera opis badania obrazowego sprzed miesiąca zamiast kierować pacjenta na powtórne prześwietlenie. Ta tarcza chroni nie tylko zdrowie, ale i godność — bo człowiek, którego dane podążają za nim, jest traktowany jak podmiot, a nie jak petent proszący o dostęp do własnej historii.
Rozporządzenie EHDS wzmacnia tę tarczę wprost: daje obywatelowi silniejsze prawa dostępu do jego danych, kontroli nad nimi i dzielenia się nimi, także ponad granicami. Komponent rejestrujący, wymagany od każdego certyfikowanego systemu, oznacza, że każde sięgnięcie do dokumentacji pacjenta zostaje odnotowane — a to buduje zaufanie, bez którego cyfryzacja zdrowia nie ma prawa się udać.
Warto tu jednak zachować uczciwą równowagę, do której zobowiązuje kultura rzetelnej debaty. Otwartość danych i ich przepływ rodzą realne pytania o prywatność, o bezpieczeństwo, o ryzyko nadużyć. EHDS odpowiada na nie regulacyjnie — mechanizmem zgody i sprzeciwu wobec wtórnego wykorzystania danych, bezpiecznymi środowiskami przetwarzania, zakazem ponownej identyfikacji — ale odpowiedź prawna nie zwalnia z czujności operacyjnej. Interoperacyjność podnosi też stawkę cyberbezpieczeństwa: sieć, w której dane płyną swobodniej, wymaga mocniejszych zabezpieczeń w każdym węźle, o czym w tej samej serii pisaliśmy przy okazji dyrektywy NIS2 i odporności szpitali. Tarcza dla obywatela musi być spójna — nie ma sensu otwierać drzwi dla danych, jeśli zostawia się je otwarte także dla napastnika.
Czego EHDS nie robi
Rzetelność wymaga wskazania granic. Wokół każdej dużej regulacji narasta mitologia — zarówno entuzjastyczna, jak i lękowa — a obie przeszkadzają w trzeźwym planowaniu. Cztery nieporozumienia powtarzają się najczęściej i warto rozbroić je od razu.
Nie powstanie. EHDS ustanawia zasady wymiany i wspólny format, a nie centralne repozytorium. Dane pozostają tam, gdzie są; wędruje wniosek, odpowiedź i dokument — nie zbiór.
Nie zastępuje. Rozporządzenie działa obok ogólnych zasad ochrony danych i je uszczegóławia w sektorze zdrowia. Podstawy przetwarzania, prawa osoby i obowiązki administratora pozostają w mocy.
Znak CE potwierdza zdolność systemu, nie praktykę placówki. System zdolny do eksportu w formacie europejskim nadal wymaga poprawnie prowadzonej dokumentacji, słowników i procesu po stronie personelu.
Korzyść nie jest jednostronna
Zaletą tego rozwiązania jest to, że nie ma w nim przegranych, jeśli patrzeć wystarczająco szeroko. Producent oprogramowania zyskuje łatwiejszy dostęp do rynków wszystkich państw członkowskich, bo zharmonizowane wymagania zwalniają go z osobnego dostosowywania produktu do każdego kraju. Paradoksalnie zyskuje na tym nawet ten, kto dotąd korzystał z lock‑inu: rynek, na którym klient może swobodnie zmienić dostawcę, jest większy i bardziej dynamiczny niż rynek zamrożony, a konkurencja przenosi się z pułapek migracyjnych na jakość i cenę — czyli tam, gdzie jej miejsce. Placówka zyskuje niższe koszty zmiany, większy wybór i pewność, którą daje oznakowanie. Kadra medyczna zyskuje odzyskany czas i mniej frustracji przy każdym logowaniu. Płatnik zyskuje szczelność, czyli koniec finansowania tego samego świadczenia dwa razy. Regulator zyskuje sprawdzalność zamiast deklaracji. A polityka zdrowotna zyskuje coś, czego nie da się kupić za żaden pojedynczy grant: zdolność planowania w oparciu o dane, które da się połączyć i porównać.
Jest w tym również wymiar, który wykracza poza granice kraju i dotyka pozycji Polski w Europie. Wspólny format i wspólne standardy to nie tylko zobowiązanie, ale i szansa. Kraj, który wcześnie i rzetelnie zbuduje interoperacyjną infrastrukturę, staje się atrakcyjnym partnerem dla europejskich konsorcjów badawczych, dla firm technologicznych szukających miejsca do walidacji rozwiązań, dla pacjentów rozważających leczenie transgraniczne. Polskie testy Patient Summary z pięcioma państwami pokazują, że jesteśmy w tej grze poważnym uczestnikiem, a nie petentem. „Healthcare Poland” jako marka polskiego zdrowia na świecie ma tu konkretny materiał do budowania wiarygodności: nie slogan o cyfryzacji, lecz zweryfikowaną zdolność wystawiania i odbierania danych w europejskiej sieci. To jest właśnie ten rzadki punkt, w którym interes obywatela, interes szpitala, interes państwa i interes gospodarki wskazują w tę samą stronę.
Dwanaście miesięcy: lista kontrolna
Doktryna bez wykonania jest literaturą. Poniższa lista nie zastępuje analizy prawnej ani audytu — porządkuje jednak to, co w perspektywie najbliższego roku daje się zrobić bez czekania na akty wykonawcze, i co po ich przyjęciu okaże się już wykonane.
Dyrektor placówki
- Ustalić rolę własnego podmiotu w EHDS i spisać, które obowiązki z niej wynikają — osobno dla wykorzystania pierwotnego i wtórnego.
- Zinwentaryzować systemy operujące na priorytetowych kategoriach danych i wskazać, które z nich są systemami EHR w rozumieniu rozporządzenia.
- Przejrzeć obowiązujące umowy z dostawcami pod kątem tego, kto ponosi koszt dostosowania do zharmonizowanych komponentów.
- Wprowadzić do wzorców postępowań zakupowych klauzulę zgodności ze standardami wymiany i obowiązek eksportu danych w formacie europejskim.
- Sprawdzić, czy system generuje dzienniki dostępu w zakresie umożliwiającym odpowiedź pacjentowi, kto i kiedy sięgnął do jego dokumentacji.
- Zestroić plan interoperacyjności z planem cyberbezpieczeństwa — to jeden projekt, nie dwa.
Wytwórca systemu
- Przeprowadzić samoocenę produktu wobec zasadniczych wymagań z załącznika II i udokumentować luki.
- Zaplanować architekturę obu zharmonizowanych komponentów jako część produktu, nie jako moduł dodatkowy sprzedawany osobno.
- Przygotować dokumentację techniczną w układzie, który pomieści wyniki testów z europejskiego środowiska testowego.
- Zaplanować proces deklaracji zgodności, oznakowania CE i wpisu do unijnej bazy rejestracji wraz z odpowiedzialnością wewnętrzną.
- Uruchomić kanał reklamacyjny i rejestr niezgodności zanim stanie się obowiązkiem.
- Zestroić mapę produktu z terminami 2029 i 2031 według kategorii danych, które produkt faktycznie obsługuje.
Gdzie w tym wszystkim jest miejsce fundacji
Fundacja Healthcare Poland patrzy na interoperacyjność nie jak na projekt informatyczny, lecz jak na kwestię ustrojową systemu ochrony zdrowia — i w tym duchu wnosi kompetencję, która łączy warstwę europejską z krajową praktyką. Prowadzony w ekosystemie fundacji projekt HeliX, budujący europejską zdolność uczenia modeli sztucznej inteligencji bez przenoszenia danych poza mury placówki, opiera się dokładnie na tej samej logice, którą ustanawia EHDS: to nie dane mają jeździć do modelu, lecz model do danych, a warunkiem jednego i drugiego jest wspólny język i sprawdzalna zgodność systemów. Doświadczenie w koordynacji konsorcjów, w pracy z formatami wymiany i w audytach danych zdrowotnych pozwala fundacji pełnić rolę tłumacza między brukselskim aktem prawnym a realiami polskiego szpitala, który właśnie rozliczył projekt z KPO i pyta, co dalej.
Ta rola ma trzy praktyczne wymiary. Pierwszy to wsparcie w rozumieniu, kim placówka lub producent jest w układance EHDS — bo od tego zależy, które obowiązki i które terminy go dotyczą. Drugi to pomoc w takim planowaniu zakupów i kontraktów, by nie kupować dziś systemów, które jutro nie przejdą certyfikacji, i by w umowach z dostawcami zawrzeć odpowiedzialność za zgodność ze standardami wymiany oraz za koszty przyszłych dostosowań. Trzeci to budowanie mostów międzynarodowych — udział w testach, konsorcjach i sieciach, dzięki którym polskie rozwiązania są nie tylko zgodne, ale i widoczne w Europie. We wszystkich trzech chodzi o to samo: by kabel, który dziś nikogo nie łączy, zamienić w gniazdo, do którego można bezpiecznie podłączyć obywatela, gdziekolwiek się znajdzie.

Most, który przenosi ciężar
Wróćmy na koniec do izby przyjęć, od której zaczęliśmy. Docelowo lekarz dyżurny nie będzie stał bezradnie przed pacjentem, którego historia istnieje, ale jest nieczytelna. Otworzy jego kartę, odczyta alergie, zobaczy przyjmowane leki, sprawdzi ostatnie badania — i podejmie decyzję szybciej, trafniej, bezpieczniej. Nie dlatego, że przybędzie mu łóżek czy współpracowników, lecz dlatego, że informacja, dotąd uwięziona, wreszcie popłynie. To jest sens interoperacyjności i certyfikacji systemów dokumentacji: nie dokładać przęseł, lecz sprawić, by most przenosił większy ciężar bez pęknięcia.
Rok 2026 jest w tej historii momentem szczególnym. Za nami największa fala cyfrowych inwestycji, przed nami europejskie terminy, które nadają im sens: rok 2027 z aktami wykonawczymi i połączeniem P1 z Europejską Przestrzenią Danych Zdrowotnych, rok 2029 z pierwszą grupą danych wymienianych ponad granicami, rok 2031 z badaniami obrazowymi i wypisami. Polska ma fundament — platformę P1, polską implementację standardu dokumentacji, zweryfikowane testy transgraniczne — i ma decyzję, że idzie drogą otwartości, a nie zamknięcia. Pozostaje najtrudniejsze: konsekwencja. Bo nośność systemu ochrony zdrowia nie rozstrzyga się w dniu uchwalenia prawa ani w dniu przelania grantu. Rozstrzyga się w tysiącach codziennych decyzji zakupowych, kontraktowych i wdrożeniowych, w których ktoś wybiera między wygodą zamkniętej twierdzy a trudem otwartej sieci. Wybór na rzecz sieci jest wyborem na rzecz obywatela. I to jest jedyny wybór, który system o prawdziwej nośności może uczynić.
Przypisy i źródła
- Komisja Europejska, Certification of EHR systems — health.ec.europa.eu [dostęp: 13 września 2026].
- Komisja Europejska, European Health Data Space Regulation (EHDS) — rozporządzenie (UE) 2025/327 z 11 lutego 2025 r., publikacja w Dz.U. UE 5 marca 2025 r., wejście w życie 26 marca 2025 r., etapy stosowania 2027/2029/2031/2035 — health.ec.europa.eu; tekst aktu: EUR‑Lex, CELEX 32025R0327 [dostęp: 13 września 2026].
- Kennedys, The European Health Data Space is in force: implications for healthcare, medtech and life sciences (2026) — kennedyslaw.com [dostęp: 13 września 2026].
- Komisja Europejska, Electronic health records — European EHR exchange format (EEHRxF) — digital-strategy.ec.europa.eu [dostęp: 13 września 2026].
- Centrum e‑Zdrowia, Patient Summary Poland — cyfrowa karta zdrowia dostępna w Unii Europejskiej; sesja testowa 27.10–28.11.2025, role wystawiająca i odbierająca — cez.gov.pl; omówienie: Menedżer Zdrowia [dostęp: 13 września 2026].
- Ministerstwo Zdrowia, Inwestycja D1.1.2 — Przyspieszenie procesów transformacji cyfrowej ochrony zdrowia (nabór konkurencyjny); alokacja 3 131 000 000 zł, dofinansowanie do 100%, terminy realizacji i kwalifikowalności, standard IHE XDS.b — gov.pl/web/zdrowie [dostęp: 13 września 2026].
- IT w Medycynie, Polska Implementacja Krajowa HL7 CDA — itwmedycynie.pl [dostęp: 13 września 2026].
- Centrum e‑Zdrowia, E‑zdrowie w liczbach i faktach — podsumowanie 2025 roku; 2,3 mld e‑recept, 1 mld zdarzeń medycznych, 20 mln aktywowanych IKP — cez.gov.pl; zob. też System e‑zdrowie (P1) [dostęp: 13 września 2026].
